środa, 26 października 2016

City Break - Łódź na jeden dzień

"Dawid Halpern szedł wolno Piotrkowską (...) i przypatrywał się miastu, które kochał całą swoją entuzjastyczną duszą.
Nie chciał pamiętać, że to miasto zabrało mu wszystko, co kiedyś posiadał po ojcu, że od lat wielu żyje z dnia na dzień, (...) ale nie tracił nadziei, szedł jednako przez życie, zapatrzony w Łódź i w jej potęgę, oszołomiony jej wielkością, zahipnotyzowany milionami, jakie się przewalały dookoła niego.
Nie miał dzieci, miał tylko żonę, na którą pracował (...), nie dbał, co jada, jak mieszka, w czym chodzi, sam nic nie miał, ale był szczęśliwym, że miasto posiada coraz więcej, że mógł widzieć ten ruch szalony, przewalanie się towarów, huk maszyn pracujących, zgiełk na ulicach, zapchane składy, nowe ulice, milionerów, fabryki, wszystko, co składało się na ten kolos, który spał teraz pod cichym ciemnym niebem, przez które płynął księżyc.
Kochał Łódź, jak kochał fabrykantów i robotników i jak kochał nawet prostych chłopów, tłumnie ściągających na każdą wiosnę, bo większa ich liczba na ulicach mówiła, że znowu przybędzie miastu fabryk i domów, i ruchu. Kochał Łódź.
"

Władysław Reymont "Ziemia obiecana"


Gdyby mi ktoś powiedział, że jednodniowy wyjazd do Łodzi zrobi na mnie tak oszałamiające wrażenie, to nigdy bym w to nie uwierzyła. Wyobrażałam sobie to miasto jako postindustrialny moloch, ze sławną ulicą Piotrkowską, o której co jakiś czas z niechlubnych względów wspominali w wiadomościach. Nie spodziewałam się więc zastać tam nic szczególnego i byłam przekonana, że czasy jej świetności przeminęły wraz z XIX wiekiem i przemysłowymi fortunami Scheiblerów, Grohmanów i Poznańskich... 
Nie ma to jak przeżyć pozytywne zaskoczenie! Czasu na zwiedzanie mieliśmy mało, więc plan musiał być bardzo kompaktowy i właściwie ograniczył się do spaceru ulicą Piotrkowską i odwiedzenia łódzkiej Manufaktury. Na jedno popołudnie - w sam raz.


Pierwszą rzeczą, która rzucała się w oczy były kontrasty. Zaglądające zza kamienic przeszklone wieżowce, to w Łodzi widok pospolity. Nie przypominam sobie, żebym aż tak zwracała na to uwagę w innych polskich miastach. Tutaj natomiast była to jedna z pierwszych moich refleksji, po której zaraz nastąpiła kolejna pod tytułem "tu może być ciekawie".


Ulica Piotrkowska jest bardzo, bardzo, baaaardzo długa. Przejście nią nie jest zwykłym spacerkiem i z przerwami na robienie zdjęć trwało dobrą godzinę. Pierwszym naszym większym przystankiem była strefa OFF Piotrkowska. Jest to miejsce kreatywnego przemysłu pod różnymi postaciami. Znajdują się tu pracownie projektantów mody, designu, architektów, kluby muzyczne, restauracje, przestrzenie wystawiennicze, sale prób, showroomy, concept store i klubokawiarnie. A wszystko to w postindustrialnym otoczeniu, nadającym temu miejscu niepowtarzalny klimat.
Przysięgam - miałam dreszcze patrząc na to wszystko.





Sama ulica Piotrkowska również przyprawiała o dreszcze, ale nie były to doznania rodem z horrorów, tylko zachwyt nad tym jak uroczo, schludnie i ładnie to wszystko wygląda. Kamienice z odnowionymi elewacjami... restauracje... sklepy..... i wszechobecne industrialne akcenty. Milion razy powtórzyłam na głos i pod nosem, że jestem w szoku i pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. 
Nie była to Łódź, jaką sobie wyobrażałam, tylko miejsce do którego z pewnością będę chciała wrócić przy najbliższej nadarzającej się okazji.






Kolejnym zadziwiającym, a zarazem zachwycającym elementem krajobrazu były tzw. murale. Imponowały rozmiarami, kolorami oraz miejscami, w których się znajdowały. Świetny pomysł na zagospodarowanie pustych ścian bloków i kamienic, dzięki któremu odrobina sztuki wkrada się do przestrzeni publicznej. Inne miasta powinny czerpać z tego inspirację.






Po długim marszu pojawił się oczywiście głód. Jeżeli więc nie zdążyliście jeszcze przekąsić czegoś w strefie OFF, albo w jednej z restauracji na ulicy Piotrkowskiej, to nic straconego. W Manufakturze Łódzkiej mieści się wiele wartych uwagi miejsc, w których można pysznie zjeść. Osobiście polecam lokal  - o jakże pasującej do lokalizacji nazwie - "Bawełna". Myślę, że nikt nie powinien być rozczarowany.






Na koniec można rzucić się w wir zakupów. Niestety nie miałam na to zbyt wiele czasu, więc obiecałam sobie, że któregoś razu poświęcę na przyjazd tutaj całą sobotę i przeznaczę ją wyłącznie na Manufakturę. Myślę, że okres sezonowych wyprzedaży będzie najlepszy na taką wycieczkę.



Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do odwiedzenia Łodzi, a Łodzianom pogratulować wspaniałego miasta.

Pozdrawiam i do następnego!
A.

7 komentarzy:

  1. Nie myslalam ze Lodz moze byc tak ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako łodzianka jestem przeszczęśliwa, że napisałaś taką miłą notkę o moim mieście. Na jednym zdjęciu widać nawet kamienicę, w której mieszkam. Ciekawie jest poznać wrażenia kogoś, kto w Łodzi jest tylko na chwilę, bo mieszkaniec miasta nie jest w stanie widzieć go takim jak ktoś przyjezdny :)

    hedonisticat.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że powszednieją nam widoki, które oglądamy codziennie :)

      Usuń
  3. Cieszę się, że moje miasto tak Ci się spodobało :)
    Jak się tu mieszka, to człowiek na wiele rzeczy nie zwraca uwagi, a jeśli zwraca to na to, co mu przeszkadza ;)
    Łódź jest ciekawa i owszem - odnowiona, ale tak, żeby nie razić w oczy turystów ;P Tubylec widzi, że odnawiane jest wyłącznie to, co ma być reprezentacyjne, a infrastruktura leży ;P

    Ale i tak, jeśli weźmie się pod uwagę to jak miasto wyglądało jeszcze 10 lat temu, zmieniło się duuuużo ;)

    P.S. Następnym razem wpadnij na Księży Młyn :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że to o czym piszesz jest bolączką każdego miasta w Polsce - zaczynają od tych części, które są najczęściej odwiedzane przez odwiedzających. No ale efekt zamierzony widać osiągnięty, bo byłam zachwycona :)
      PS. Do następnego razu Mar!:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...