wtorek, 10 lutego 2015

City Break - Rome...

Zebranie się w sobie i przeglądnięcie wszystkich zdjęć z naszej wycieczki do Rzymu zajęło mi ponad dwa tygodnie... Na szczęście mam już za sobą to zadanie i cieszę się, że dzisiejszy wpis był motywacją do jego wykonania. Ale od początku... Pomysł samej wycieczki pojawił się już dawno. Byłam w Rzymie pierwszy raz kilka lat temu, kiedy przez jakiś czas zdarzyło mi się zamieszkać w Toskanii. Pamiętam, że to była jedna z moich najlepszych wycieczek po terenie Italii, jaką odbyłam w tamtym czasie. Chodząc po tym wspaniałym mieście pamiętam, jak nie raz wrażenia DOSŁOWNIE zapierały dech w piersiach i zwyczajnie... wzruszały. Kołatała mi się wtedy w głowie jedna myśl: "szkoda, że B. nie może tego zobaczyć" i tak oto postawiłam sobie za punkt honoru, że kiedyś go tutaj na pewno zabiorę. A ja obietnic dotrzymuję - zawsze (!). 

Zorganizowanie samego wyjazdu jest bardzo proste i poradzą sobie z nim nawet mało wytrawni podróżnicy. Wszystko rozpoczęło się oczywiście od kupna biletów na samolot. Polecam Wam sezon od listopada do marca. Bilety są wówczas najtańsze, a turystów najmniej. Oczywiście bez wątpienia najprzyjemniej w Rzymie jest w kwietniu, ale ruch turystyczny zaczyna się już wówczas zagęszczać. Styczniowa pogoda - co widać na zdjęciach - wcale nas nie rozczarowała. Miło było wyskoczyć z zimnej szarówki i poczuć na sobie te 17° C.

Bilety kupiliśmy do położonego w odległości kilkunastu kilometrów od miasta lotniska Ciampinio. Z lotniska średnio co pół godziny odjeżdżają autobusy, którymi za ok. 4 do 6 euro można dostać się bezpośrednio do miasta. Rezerwację hotelu dokonałam dużo później niż zakup samych biletów i posłużyła mi do tego strona trivago.pl, przez którą dokonałam również płatności. W wyborze kierowałam się odległością od dworca głównego Roma Termini i tak trafiliśmy do bardzo atrakcyjnego cenowo Hotelu Verona, położonego tuż obok Bazyliki Santa Maria Maggiore, którą zobaczyć można było z hotelowych okien. Na miejscu posługiwałam się językiem włoskim, ale nie ma się co martwić, ponieważ obsługa w podstawowym zakresie "włada" językiem angielskim, więc nie ma obaw - każdy się dogada.

W każdym hotelu w mieście turyści otrzymują mini-mapę, z oznaczeniem wszystkich najważniejszych atrakcji turystycznych w Wiecznym Mieście. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, gdzie najpierw chcemy skierować nasze kroki.

 
Miejscem, które każdy powinien odwiedzić jest bez wątpienia Colloseo oraz  Foro Romano. Widoki jak z obrazka... bajki... Nieprawdopodobnym jest zobaczenie tak okazałych artefaktów, które sięgają czasów Starożytnego Rzymu. Po prostu magia! Cieszyliśmy się do siebie z B. jak małe dzieci, wymieniając przy tym pełne zachwytu porozumiewawcze spojrzenia. 





Przy okazji przekonaliśmy się, że nasze telefony mają bardzo ciekawą funkcję robienia zdjęć w formacie panoramicznym. Polecam spróbować - bardzo fajna zabawa.


Posługując się wspomnianą mapą po mieście poruszaliśmy się na piechotę. Założenia co prawda były takie, że kupimy bilety (jednodniowy lub weekendowy) i większe dystanse będziemy przemierzać metrem, jednak wspaniała pogoda, oraz fakt, że na każdym właściwie rogu można było zobaczyć coś pięknego sprawiły, że zrezygnowaliśmy z tej opcji.










Z komunikacji miejskiej skorzystaliśmy właściwie tylko raz, gdy ponownie wybraliśmy się do Watykanu, tym razem, żeby wejść do środka i zwiedzić słynne Muzea Watykańskie. Myślę, że planując wycieczkę każdy powinien przeznaczyć czas na zobaczenie tego miejsca. Ilość i różnorodność eksponatów, które do tej pory miałam okazję oglądać jedynie w podręcznikach historii i albumach z dziełami sztuki, robi OGROMNE wrażenie. Wstęp kosztował nas 16 euro od buzi, z małym rabatem, który bez żadnego proszenia dziwnym trafem otrzymałam przy wejściu. W Rzymie piękne wnętrza nie ograniczają się jednak do samego Watykanu, dlatego spacerując ulicami miasta warto zajrzeć wszędzie - my np. wchodziliśmy do każdego napotkanego kościoła.



Będąc w rejonie Bazyliki Świętego Piotra na pewno nie przeoczycie także Castel Sant'Angelo. Namawiam każdego do zobaczenia jego wnętrza oraz wejścia na taras widokowy, z którego - jak przeczytaliśmy w przewodniku - rozpościera się najpiękniejsza panorama miasta. Na górze znajduje się przytulna kawiarenka, w której przy ustronnie położonych stoliczkach można wypić prawdziwe cappucino.









Skoro już jesteśmy przy cappucino, to może słów kilka o włoskiej kuchni. W hotelu mieliśmy wykupione wyłącznie śniadania. Nie przeglądałam ofert noclegów z dwoma posiłkami, bo stwierdziłam, że nie będziemy pilnować godzin serwowania posiłków przez hotelową restaurację i że znacznie "korzystniej" będzie stołować się na mieście. Plusy takiego rozwiązania sprowadzały się oczywiście do wspaniałych doznań kulinarnych, natomiast wybierając taką opcję trzeba się liczyć z niemałymi wydatkami. Koszt posiłków w porządnych, ale nie jakiś wysublimowanych miejscach, wahał się pomiędzy 20 a 40 euro od talerza. Jeżeli miałabym coś polecić, to wybierzcie się koniecznie do Taverna del Seminario.


Przy okazji odwiedzania różnych punktów gastronomicznych, znalazłam nowy pseudonim operacyjny dla mojej mamuśki: 


Rzym to także miejsce ze wspaniałymi sklepami i manufakturami. Tuż pod naszym hotelem były niewielkie szklane drzwi, przez które można było podziwiać, jak nieśpiesznie i starannie wykonywane są skrzypce... Jednak chyba najbardziej chwytający za serce był sklep z ołowianymi żołnierzykami... To naprawdę wspaniałe, że w tak wielkim mieście wzdłuż każdej ulicy mieszczą się malutkie sklepiki, butiki i manufaktury, gdzie ktoś wkładając serce w swoją pracę, własnymi rękami wykonuje prawdziwe dzieła sztuki oraz, że są odbiorcy tych towarów - osoby które doceniają ich piękno, dzięki którym ci rzemieślnicy mogą zarobić na swoje życie.


Oczywiście Rzym to także niewątpliwa stolica mody i nie brakuje tam luksusowych butików znanych światowych marek. Co ciekawe mieściły się one w często nie najlepiej wyglądających kamienicach, co powodowało, że wydawały się bardziej przystępne. Oprócz tego w Rzymie jest także bardzo dużo outletów. Weszłam w zasadzie tylko do jednego, żeby sprawdzić opłacalność odwiedzania tego typu przybytków i istotnie potwierdzam, że ceny są bardzo atrakcyjne i można wyłowić prawdziwe perełki. Jednak na takie łowy trzeba mieć zdecydowanie więcej czasu, a mi szkoda go było tracić na bieganie za kolejnymi "szmatami", gdy w perspektywie czekało na mnie zwiedzanie miasta, dostarczające doznań na niemal metafizycznym levelu.



Tyle w skrócie, chociaż i tak wyszedł z tego ogromny wpis. Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić i zainspirować do zorganizowania własnej wycieczki. Pamiętajcie, że życie jest krótkie, a czas na nikogo nie czeka, trzeba więc przeżyć możliwie najwięcej pięknych momentów i zobaczyć możliwie najwięcej pięknych miejsc. A do Rzymu, nie mamy przecież wcale tak daleko...

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...