czwartek, 26 lutego 2015

Krikor Jabotian...

Krikor Jabotian to młody projektant, który dopiero od niedawna rozwija skrzydła w modowym biznesie. Krikor jest absolwentem l’Ecole Superieure des Arts et techniques de la Mode w Bejrucie. Bardzo rzadko zdarza się, aby kolekcje początkujących projektantów były tak wewnętrznie spójne i stworzone z takim rozmachem. Podoba mi się dosłownie każda propozycja. Wszystkie są delikatne i bardzo kobiece. W tym miejscu nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja... Kobiety powinny być ubierane przez mężczyzn. Już nie raz chyba powtarzałam, że bardzo często pytam B. o zdanie na temat moich strojów. B. nie interesuje się modą i trendami, ale wie i ocenia swoim męskim okiem w czym wyglądam dobrze. Oczywiście poleganie na męskim poczuciu estetyki nie jest żadną regułą, ale zauważyłam, że stroje rodem z cyrkowej areny dużo częściej powstają w głowach kobiet. Tak jakby projektantki sabotowały kobiecość. Rozumiem, że moda się zmienia, ewoluuje, idzie do przodu i stale szuka nowych inspiracji. Jednak często efekt takich intencji sprowadza się do powstania kiczu, który w ładnym opakowaniu i z odpowiednią metką wciska się nam - konsumentom - jako high fashion. A jak komuś się to nie podoba, to znaczy, że jest zacofany i się nie zna. Nigdy nie zgodzę się na tego typu myślenie! Dlatego tak cieszy mnie, jak natrafiam na projektantów takich jak Krikor, tworząych kolekcje, w których kobieta może poczuć się pięknie, seksownie i po prostu kobieco. 








źródło: www.krikorjabotian.com

poniedziałek, 23 lutego 2015

Cathing the first rays of the spring sun...

Jak to jest, że wystarczy parę chwil spędzonych na słońcu i człowiekowi od razu poprawia się samopoczucie. Jednak najbardziej chyba cieszę się z tego, że skończył się już czas, kiedy miasto za dnia oglądałam tylko w weekend, bo w tygodniu wychodziłam i wracałam z pracy jak było ciemno. Chyba dla wielu osób jest to sporym problemem. Trzeba mieć naprawdę "fajną" pracę, aby na dłuższą metę godzić się na taki żywot i nie czuć przy tym, że marnuje się cenne chwile, które przecież można przeżyć na milion ciekawszych sposobów. Ja na szczęście uwielbiam swoją pracę i póki co trudno mi wyobrazić sobie bardziej odpowiednie dla mnie zajęcie, mimo że mam świadomość, że wiele odbywa się kosztem mojego wolnego czasu... Ale nic to, bo to przecież dzięki temu nie muszę jak "wujcio Pawcio nosić sweterka od babci Marylki" ;)
Poniżej kilka zdjęć ze słonecznego Wrocławia, na tle Wzgórza Partyzantów. Serce mi się ściska za każdym razem, gdy jestem w tym miejscu i widzę jak powoli i bezlitośnie nadgryza go czas. Nie rozumiem, jak to się dzieję, że przez tyle lat nikomu nie udało się "podnieść" tego miejsca i tchnąć w niego nowe życie? Mam nadzieję, że może znajdzie się taki ktoś w najbliższej przyszłości i że będę mogła przychodzić tu z jeszcze większą przyjemnością. 
Miłego tygodnia!













dress/sukienka z falbanką - orsay | necklace & sunglasses/ kryształowy naszyjnik kwiaty & okulary - reserved | overknee boots/ kozaki - h&m | coat/płaszcz - zara | bag/torebka - love moschino

niedziela, 15 lutego 2015

New in...

Na tegoroczne wyprzedażowe zakupy wybrałam się baaardzo późno, bo pod koniec stycznia, ale mimo to jestem bardzo zadowolona z ich efektów. Najbardziej chyba cieszę się z tego, że kupuję coraz mniej rzeczy. Dzięki temu z mojego konta nie wycieka gotówka na "niewiadomoco" a szafa jest dla mnie samej bardziej przejrzysta i... czytelna, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Oczywiście w chwili gdy - pełna dumy - podzieliłam się tymi "błyskotliwymi" spostrzeżeniami z moją mamuśką, to w trzech prostych ruchach spuściła ze mnie powietrze i kreśląc palcem kółko na czole zasugerowała, że to mogłaby być prawda, gdyby nie te foliowe worki na śmieci, upchane ciuchami, które zalegają w moim pokoju w rodzinnym domu. Cholera! Łapię się na tym, że całkowicie o nich zapominam... Prędzej czy później, będę musiała się z nimi rozprawić. Największy okres "zbieractwa" zaliczyłam na studiach i to z tamtego okresu pozostało mi najwięcej ciuchów. Te worki, to teraz dla mnie taka przestroga, żeby nie wpadać w wir bezsensownych zakupów.

botki   zara

                                 calvin klein                                                                   orsay



                                                                        kapelusz mohito







                  apaszka  h&m                                                                     naszyjnik  reserved    

               
płaszcz    zara                             kurtka  michael kors



kozaki zamszowe guess via sarenza.pl

wtorek, 10 lutego 2015

City Break - Rome...

Zebranie się w sobie i przeglądnięcie wszystkich zdjęć z naszej wycieczki do Rzymu zajęło mi ponad dwa tygodnie... Na szczęście mam już za sobą to zadanie i cieszę się, że dzisiejszy wpis był motywacją do jego wykonania. Ale od początku... Pomysł samej wycieczki pojawił się już dawno. Byłam w Rzymie pierwszy raz kilka lat temu, kiedy przez jakiś czas zdarzyło mi się zamieszkać w Toskanii. Pamiętam, że to była jedna z moich najlepszych wycieczek po terenie Italii, jaką odbyłam w tamtym czasie. Chodząc po tym wspaniałym mieście pamiętam, jak nie raz wrażenia DOSŁOWNIE zapierały dech w piersiach i zwyczajnie... wzruszały. Kołatała mi się wtedy w głowie jedna myśl: "szkoda, że B. nie może tego zobaczyć" i tak oto postawiłam sobie za punkt honoru, że kiedyś go tutaj na pewno zabiorę. A ja obietnic dotrzymuję - zawsze (!). 

Zorganizowanie samego wyjazdu jest bardzo proste i poradzą sobie z nim nawet mało wytrawni podróżnicy. Wszystko rozpoczęło się oczywiście od kupna biletów na samolot. Polecam Wam sezon od listopada do marca. Bilety są wówczas najtańsze, a turystów najmniej. Oczywiście bez wątpienia najprzyjemniej w Rzymie jest w kwietniu, ale ruch turystyczny zaczyna się już wówczas zagęszczać. Styczniowa pogoda - co widać na zdjęciach - wcale nas nie rozczarowała. Miło było wyskoczyć z zimnej szarówki i poczuć na sobie te 17° C.

Bilety kupiliśmy do położonego w odległości kilkunastu kilometrów od miasta lotniska Ciampinio. Z lotniska średnio co pół godziny odjeżdżają autobusy, którymi za ok. 4 do 6 euro można dostać się bezpośrednio do miasta. Rezerwację hotelu dokonałam dużo później niż zakup samych biletów i posłużyła mi do tego strona trivago.pl, przez którą dokonałam również płatności. W wyborze kierowałam się odległością od dworca głównego Roma Termini i tak trafiliśmy do bardzo atrakcyjnego cenowo Hotelu Verona, położonego tuż obok Bazyliki Santa Maria Maggiore, którą zobaczyć można było z hotelowych okien. Na miejscu posługiwałam się językiem włoskim, ale nie ma się co martwić, ponieważ obsługa w podstawowym zakresie "włada" językiem angielskim, więc nie ma obaw - każdy się dogada.

W każdym hotelu w mieście turyści otrzymują mini-mapę, z oznaczeniem wszystkich najważniejszych atrakcji turystycznych w Wiecznym Mieście. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, gdzie najpierw chcemy skierować nasze kroki.

 
Miejscem, które każdy powinien odwiedzić jest bez wątpienia Colloseo oraz  Foro Romano. Widoki jak z obrazka... bajki... Nieprawdopodobnym jest zobaczenie tak okazałych artefaktów, które sięgają czasów Starożytnego Rzymu. Po prostu magia! Cieszyliśmy się do siebie z B. jak małe dzieci, wymieniając przy tym pełne zachwytu porozumiewawcze spojrzenia. 





Przy okazji przekonaliśmy się, że nasze telefony mają bardzo ciekawą funkcję robienia zdjęć w formacie panoramicznym. Polecam spróbować - bardzo fajna zabawa.


Posługując się wspomnianą mapą po mieście poruszaliśmy się na piechotę. Założenia co prawda były takie, że kupimy bilety (jednodniowy lub weekendowy) i większe dystanse będziemy przemierzać metrem, jednak wspaniała pogoda, oraz fakt, że na każdym właściwie rogu można było zobaczyć coś pięknego sprawiły, że zrezygnowaliśmy z tej opcji.










Z komunikacji miejskiej skorzystaliśmy właściwie tylko raz, gdy ponownie wybraliśmy się do Watykanu, tym razem, żeby wejść do środka i zwiedzić słynne Muzea Watykańskie. Myślę, że planując wycieczkę każdy powinien przeznaczyć czas na zobaczenie tego miejsca. Ilość i różnorodność eksponatów, które do tej pory miałam okazję oglądać jedynie w podręcznikach historii i albumach z dziełami sztuki, robi OGROMNE wrażenie. Wstęp kosztował nas 16 euro od buzi, z małym rabatem, który bez żadnego proszenia dziwnym trafem otrzymałam przy wejściu. W Rzymie piękne wnętrza nie ograniczają się jednak do samego Watykanu, dlatego spacerując ulicami miasta warto zajrzeć wszędzie - my np. wchodziliśmy do każdego napotkanego kościoła.



Będąc w rejonie Bazyliki Świętego Piotra na pewno nie przeoczycie także Castel Sant'Angelo. Namawiam każdego do zobaczenia jego wnętrza oraz wejścia na taras widokowy, z którego - jak przeczytaliśmy w przewodniku - rozpościera się najpiękniejsza panorama miasta. Na górze znajduje się przytulna kawiarenka, w której przy ustronnie położonych stoliczkach można wypić prawdziwe cappucino.









Skoro już jesteśmy przy cappucino, to może słów kilka o włoskiej kuchni. W hotelu mieliśmy wykupione wyłącznie śniadania. Nie przeglądałam ofert noclegów z dwoma posiłkami, bo stwierdziłam, że nie będziemy pilnować godzin serwowania posiłków przez hotelową restaurację i że znacznie "korzystniej" będzie stołować się na mieście. Plusy takiego rozwiązania sprowadzały się oczywiście do wspaniałych doznań kulinarnych, natomiast wybierając taką opcję trzeba się liczyć z niemałymi wydatkami. Koszt posiłków w porządnych, ale nie jakiś wysublimowanych miejscach, wahał się pomiędzy 20 a 40 euro od talerza. Jeżeli miałabym coś polecić, to wybierzcie się koniecznie do Taverna del Seminario.


Przy okazji odwiedzania różnych punktów gastronomicznych, znalazłam nowy pseudonim operacyjny dla mojej mamuśki: 


Rzym to także miejsce ze wspaniałymi sklepami i manufakturami. Tuż pod naszym hotelem były niewielkie szklane drzwi, przez które można było podziwiać, jak nieśpiesznie i starannie wykonywane są skrzypce... Jednak chyba najbardziej chwytający za serce był sklep z ołowianymi żołnierzykami... To naprawdę wspaniałe, że w tak wielkim mieście wzdłuż każdej ulicy mieszczą się malutkie sklepiki, butiki i manufaktury, gdzie ktoś wkładając serce w swoją pracę, własnymi rękami wykonuje prawdziwe dzieła sztuki oraz, że są odbiorcy tych towarów - osoby które doceniają ich piękno, dzięki którym ci rzemieślnicy mogą zarobić na swoje życie.


Oczywiście Rzym to także niewątpliwa stolica mody i nie brakuje tam luksusowych butików znanych światowych marek. Co ciekawe mieściły się one w często nie najlepiej wyglądających kamienicach, co powodowało, że wydawały się bardziej przystępne. Oprócz tego w Rzymie jest także bardzo dużo outletów. Weszłam w zasadzie tylko do jednego, żeby sprawdzić opłacalność odwiedzania tego typu przybytków i istotnie potwierdzam, że ceny są bardzo atrakcyjne i można wyłowić prawdziwe perełki. Jednak na takie łowy trzeba mieć zdecydowanie więcej czasu, a mi szkoda go było tracić na bieganie za kolejnymi "szmatami", gdy w perspektywie czekało na mnie zwiedzanie miasta, dostarczające doznań na niemal metafizycznym levelu.



Tyle w skrócie, chociaż i tak wyszedł z tego ogromny wpis. Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić i zainspirować do zorganizowania własnej wycieczki. Pamiętajcie, że życie jest krótkie, a czas na nikogo nie czeka, trzeba więc przeżyć możliwie najwięcej pięknych momentów i zobaczyć możliwie najwięcej pięknych miejsc. A do Rzymu, nie mamy przecież wcale tak daleko...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...