czwartek, 31 lipca 2014

BIOVAX naturalnie!

Dzisiaj chciałam Wam przybliżyć nieco mój problem z włosami i markę kosmetyków, która pomogła mi się z nim uporać. Moje włosy są bardzo suche mniej więcej od połowy długości i tłuste u nasady. O ile z drugim problemem szybko sobie poradziłam, to pierwszy ciągle daje o sobie znać. Plączą się niemiłosiernie...:( Był taki moment, że wychodziłam z domu z rozczesanymi i ułożonymi włosami, a po przyjściu do pracy na wysokości karku już miałam kołtun, z którym musiałam walczyć minimum 15 minut. Stosowałam różne odżywki i szampony, na które wydawałam mnóstwo pieniędzy. Jeden produkt nawet specjalnie sprowadzałam swojego czasu ze Stanów (!), a i tak "ameryki" nie było. Nie było lepiej, tylko coraz gorzej. W końcu odkryłam dziwną zależność, że im droższy szampon, tym większe uczulenie dostaję na skórze głowy... Wtedy zaczęłam zgłębiać trochę problem. Szukać informacji na blogach kosmetycznych i forach internetowych. Tam dowiedziałam się, że najprawdopodobniej mam uczulenie na SLS, które jest w składzie większości szamponów do włosów. Naczytałam się też wiele o tym, że oprócz tej substancji do kosmetyków dodaje się też silikony i parabeny, które również mogą prowadzić do objawów jakie miałam. Postanowiłam więc przerzucić się na coś bardziej "naturalnego" i tak odkryłam markę BIOVAX


Jak widzicie moje doświadczenia z produktami BIOVAX nie ograniczyły się do jednego produktu. Kosmetyki są dedykowane dla różnych rodzajów włosów. Nastawiona byłam na wielkie "WOW", którego jednak przy pierwszym zastosowaniu nie było. Tłumaczyłam więc sobie, że marce, która na każdym produkcie zapewnia klienta, że w opakowaniu nie znajdują się żadne silikony, parabeny czy też SLS, warto dać kolejną szansę. Poza tym moje włosy do tej pory uzależnione od tego typu dodatków, musiały mieć też czas na odwyk. Początki były ciężkie... miałam wrażenie jakbym myła włosy mydłem... Trwało to dosyć długo i dopiero po około pół roku zaczęłam dostrzegać różnicę. Przez ten czas wypróbowałam prawie wszystkie szampony i odżywki BIOVAX. Na zdjęciu widzicie te, które wzięłam na "pierwszy ogień". Mam teraz kilka swoich faworytów, ale najważniejsze, że moje włosy i skóra głowy są w dużo lepszej kondycji. Jako odżywkę polecam zdecydowanie niebieskie opakowanie "keratyna jedwab" i "argan, makadamia, kokos". Co do szamponów, to mi najbardziej pomógł ten przeciwłupieżowy z linii BIOVAX MED. Trochę niestety kosztuje, ale jest warty swojej ceny. Z uwagi na fakt, że szampony przeciwłupieżowe nie powinno się stosować ciągle, to używam go na zmianę z "intensywnie regenerującym szamponem do włosów słabych ze skłonnością do wypadania". Co ciekawe w moim wypadku w ogóle nie sprawdził się ten przeznaczony do włosów suchych. Teraz mogę tylko cieszyć się, że to mnie nie zraziło, bo był on pierwszym szamponem tej marki, który kupiłam :)

środa, 30 lipca 2014

DIY.... ikea hack - szafka na TV Hemnes

Dawno nie pokazywałam Wam moich robótek ręcznych. Termin "ikea hack", "ikea hack's" czy "ikea hacker" odnosi się do popularnego trendu przerabiania mebli zakupionych w sklepie ikea. Jak wpiszecie którąś z powyższych fraz w wyszukiwarkę google to znajdziecie mnóstwo inspiracji i bez wątpienia będziecie zaskoczeni, że ze zwykłych mebli można stworzyć takie cudeńka. Poniżej moja przeróbka szafki pod TV Hemnes.



Szafkę zakupiliśmy w dziale rzeczy uszkodzonych. Miała lekko porysowany blat, jednak nie zraziło mnie to nic a nic, bo i tak wiedziałam, że będę ją malować. Tak prezentowała się przed metamorfozą.





Następnie to co zawsze.... matowienie i malowanie. Wykorzystałam farbę uniwersalną do drewna i metalu (moim zdaniem najlepiej kryje) i wspólnie z B. położyliśmy jej 3 warstwy.




Tak samo jak w przypadku szafek, o których pisałam w poście TUTAJ formy do decorów i gips kupiłam na stronie e-plastyk.com.pl, natomiast kryształowe gałki na allegro. Największy problem sprawił mi wybór gipsowych dekoracji - kompozycji było wiele.


Ostatecznie wyłoniliśmy zwycięski wzór, który umocowałam do szafki przy pomocy PATTEX FIX.



Gotowe dzieło prezentuje się następująco :)







wtorek, 29 lipca 2014

Ahoy Sailor!


Styl marynarski to jeden z moich ulubionych wakacyjnych motywów. Wieje od niego klasyką, którą uwielbiam! Mam w szafie kilka takich zestawów, które właściwie noszę od lat. Jeżeli więc jesteście miłośniczkami komponowania ponadczasowej garderoby, to marynarski set z pewnością będzie idealnym zakupem. Paski po prostu nie wychodzą z wakacyjnej mody.




Jeden ze wspomnianych zestawów wykorzystałam podczas weekendowego wypadu z rodziną na żagle do Sławy. Tę bluzkę akurat dostałam w prezencie. Wydaje mi się, że ta kompozycja nigdy mnie nie znudzi.


A najbardziej.... to lubię jak pomiędzy paskami prześwitują jakieś delikatne złote zameczki albo guziczki ;) miodzio....



                                                                              foto: pinterest.com





pants - cubus | swim suits - HM | sunnies - reserved |

piątek, 25 lipca 2014

How to survive summer in the city?

Tytułowe pytanie przemknęło mi przed oczami, podczas przeglądania anglojęzycznej strony Harper's Bazaar. Kilka bardzo oczywistych rad, z których wiele i tak same stosujemy bez zaglądania do jakichkolwiek poradników. Kiedy z nieba leje się żar, który sprawia że topi się asfalt, dobrze być przygotowanym, bo bez tego miasto zamienić się może w prawdziwe betonowe piekło. 

fot. pinterest.com

No 1
zwiąż włosy
Mam długie włosy i o ile nie potrafię sobie wyobrazić żebym mogła związać je zimą, to latem kucyk często jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Zimą przy związanych włosach jest mi zwyczajnie zimno w uszy ;) Oprócz kucyków istnieje wiele prostych i efektownych upięć, które doskonale sprawdzą się podczas upałów. Zachęcam was do przejrzenia filmików na youtube, na których dziewczyny zdradzają proste sposoby na piękne fryzury. Nie chodzi przecież o to, żeby równo wyczesać każdy włos, ale o to by dać sobie trochę odetchnąć w gorące dni. 

No 2
załóż buty na płaskim obcasie
Taaaak.... sama jestem miłośniczką szpilek i uważam, że to jedyne słuszne obuwie dla kobiety. Nigdy jednak nie zapomnę, jak parę lat temu wraz z moją przyjaciółką i wiernym towarzyszem moich podróży w jednej osobie zwiedzałyśmy w Splicie pałac Dioklecjana. Został on zbudowany na przełomie III i IV wieku. Chociaż zachował się w całkiem niezłym stanie, to chodzenie po jego wnętrzach nie można nazwać inaczej, jak tylko zwiedzaniem ruin. Wygodne buty, są więc w takich okolicznościach podstawą. I właśnie tam, na schodach z kamiennych bloków minęłyśmy się z dwiema gracjami w balowych sukniach i szpilkach z czerwoną podeszwą. Panie budziły powszechne zainteresowanie, gdy niepewnie stawiały każdy swój krok. Do tego jeszcze upał i duchota... Nie będę szerzej komentować tego zjawiska ;) ale musicie pamiętać, że chodzenie w szpilkach wymaga od naszego organizmu więcej pracy. Aktywnych pozostaje więcej mięśni niż podczas chodzenia w płaskich butach, stąd nasze ciało szybciej się nagrzewa. Tak więc, gdy temperatura zaczyna być wysoka warto tego dnia odstawić szpilki na bok.

No 3
zamiast drinka...
Wiem, że czasami gdy już wróci się do domu po upalnym dniu spędzonym w pracy, to jedyną słuszną nagrodą wydaje się być mojito...;) aaaaleee.... alko sprzyja odwadnianiu organizmu. Jeżeli więc chcecie pozostać w formie, lepiej pijcie wodę z cytryną i miętą lub (uwaga) wodę z plastrami zielonego ogórka, albo wszystko wymieszane razem. Polecam - bardzo przyjemne i orzeźwiające. Oprócz tego doskonale sprawdzą się również koktajle, które przy odpowiednim skomponowaniu składników mogą zastąpić drugie śniadanie lub podwieczorek. Przy największych upałach nie zapominajcie też wrzucić małą wodę do torebki przed wyjściem z domu!

No 4
unikaj publicznego transportu
W wielu wypadkach jesteśmy na niego skazani, ale nie ma nic gorszego od nieklimatyzowanego miejskiego autobusu pełnego ludzi w upalny dzień... Rozwiązań jest kilka. Po pierwsze można spróbować przesiąść się na rower. Przyjemne z pożytecznym - nie dość, że unikniecie przykrych doświadczeń związanych z podróżą komunikacją miejską, to jeszcze poprawicie kondycję, a może nawet uda wam się zrzucić zbędne kilogramy. Jeżeli takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, to proponuję rozważnie dobierać środki transportu. We Wrocławiu autobusy i tramwaje są różne. Jedne w lepszym, drugie w gorszym stanie. Można więc starać się wybierać tylko te nowsze i klimatyzowane. I gdy podjedzie stara cuchnąca konserwa, zwyczajnie poczekać 10-15 minut na następny pojazd. 

No 5
nie dźwigaj zbędnych ciężarów
Tak moje drogie - wiecie doskonale o czym mówię. Damska torebka żyje własnym życiem. Ale uwierzcie mi, że w środku miasta nie przyda wam zestaw małego skauta, który nosicie ze sobą "na wszelki wypadek". Może trochę koloryzuję, ale sama wiem po sobie, że 75 % zawartości mojej torebki mogłabym spokojnie zostawić w domu, a większa jej zawartość zwyczajnie szybciej mnie męczy. 

No 6
zrób internetowe zakupy
Gdy jest upał zazwyczaj nie chce mi się wychodzić z domu na zakupy. Bynajmniej nie mówię tutaj o maratonie po sklepach w poszukiwaniu kolejnej pary butów, ale o zwyczajnych domowych sprawunkach. Na szczęście życie w mieście dostarcza wielu wygód, a ja do takich zaliczam internetowe zakupy spożywcze. Wiele sieci marketów oferuje swoim klientom taką możliwość zupełnie bezpłatnie. Przy odpowiedniej wartości zakupów np. 50 zł dowóz jest gratis. Więc przyznajcie, czy nie bardziej komfortowo jest poczekać, aż zakupy zostaną dostarczone prosto pod drzwi waszego domu, zamiast z niego wychodzić, męczyć się z gorącem i samemu wszystko dźwigać?

No 7
wyjedź na wieś 
no comment ;)

***

Powyższa lista tak naprawdę mogłaby jeszcze długo nie mieć końca. Te rzeczy, o których wspomniałam wydają mi się być jednymi z podstawowych, a zarazem najprostszych, które można z łatwością wprowadzić we własnym codziennym życiu. A wy macie jakieś sprawdzone sposoby na ułatwienie sobie życia w czasie gorącego lata? Dobre rady zawsze w cenie :)

środa, 23 lipca 2014

home is...

 



 Wizyta w domu rodzinnym - nawet najkrótsza - sprawia, że czuję jak moje baterie się ładują. Oczywiście nie oznacza to żadnej arkadyjskiej sielanki, ale zdecydowanie jest coś magicznego w powrotach do domu. 

Dzisiaj krótka sesja i prosty szaro-biały set w roli głównej.

blouse - h&m / shorts - cubus / bag & shoes - zara

piątek, 18 lipca 2014

Mint inspiration...

Do niedawna wydawało mi się, że kolor miętowy wygląda dobrze tylko w połączeniu z napisem Tiffany i długi czas zajęło mi przekonanie się do tego, że jest inaczej. To bardzo radosny i wakacyjny kolor. W mojej szafie niestety nie widzę dla niego miejsca, więc mogę pozwolić sobie co najwyżej na lakier do paznokci w kolorze mięty. Natomiast bardzo mnie korci, żeby kupić jakieś miętowe dodatki do mojego szaro-białego wnętrza. Poniżej na rozgrzewkę porcja miętowych inspiracji :)



 









źródło: pinterest.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...