środa, 6 marca 2013

Otello

             Ostatni raz w operze byłam naście lat temu, jako mała jeszcze dziewczynka. Był to operowy szlagier Jezioro Łabędzie w Sankt Petersburgu. Muszę przyznać, że pamiętam zadziwiająco dużo z tamtego wydarzenia. I chociaż pierwsze wrażenie było urokliwe, to nie wybrałam się od tamtego czasu do opery aż do zeszłego tygodnia.Wstyd się przyznać, że przez tyle lat spędzonych we Wrocławiu nie znalazłam na to czasu. Teatr - czemu nie? Ale do opery jakoś ciągle było mi nie po drodze, dlatego gdy tylko koleżanka zaproponowała mi wyjście zgodziłam się bez zastanowienia. 
                W pierwszej kolejności trzeba powiedzieć, że niesamowite wrażenie robi samo wnętrze budynku. Od 1995 r. prowadzeniem opery zajmuje się prof. Ewa Michnik. Dzięki jej zaangażowaniu opera wrocławska realizuje również tzw. superwidowiska, czyli spektakle wystawiane w niekonwencjonalnych miejscach przeznaczone dla bardzo dużej widowni. Najczęściej wykorzystywane jest do tego wnętrze Hali Stulecia. Do największych, jak dotąd przedsięwzięć tego typu zalicza się wystawiona w 2003 roku na Odrze Gioconda.
              My wybrałyśmy się na szekspirowskiego Otella. Co prawda nie było to plenerowe przedsięwzięcie jakie miało już miejsce na Wyspie Piasek, którą na potrzebę sztuki zmieniono w wenecką fortecę, ale jak dla mnie przedstawienie równie porywające, tym bardziej, że wewnątrz budynku jeszcze nigdy nie byłam. 
              Przed wyjściem zapoznałam się z wszystkimi aktami i trochę obawiałam się, czy aby taka tragedia miłosna mnie nie znudzi. Na szczęście byłam w błędzie. Co więcej, nawet się trochę wzruszyłam na koniec ;) W sumie nie ma się co dziwić - aktor na scenie wkłada w śpiew całe swoje serce i to się czuje. Obawiałam się tylko jak to będzie z rozumieniem tekstu śpiewanego. Co prawda sztuka była po włosku, a z językiem tym radzę sobie dosyć dobrze, jednak miałam pewne obawy, że mogę mieć problemy ze zrozumieniem wszystkiego. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy zobaczyłam podwieszony pod sufitem telebim z napisami w języku polskim... Może to naiwne, ale naprawdę nie spodziewałam się, że będzie tłumaczenie :)
        Podsumowując powiem Wam tylko, że w przyszłym tygodniu będę już miała bilet na kolejne przedstawienie... ;) Tak więc polecam wszystkim naprawdę gorąco. Nie róbcie tego błędu co ja dotychczas!
     
źródło:  http://gfx.mmka.pl/newsph/409682/1033342.3.jpg
oraz  http://www.opera.wroclaw.pl/1/

5 komentarzy:

  1. Spotkalam sie ostatnio z opinia,ze na blogu modowym powinno sie pisac tylko o modzie..z czym sie oczywiscie nie zgadzam...
    Bo MODA to tez sztuka,kreatywnosc,zainteresowania...ogolnie:wyrazanie siebie.......wiec dlaczego nie pisac o swojej ulubionej kawie?filmie?czy wypadzie do opery?;)
    Zachęcający ten Twoj post:)Jak to mowila moja nauczycielka od plastyki,prof Czerepok:"odchamiajcie sie czasem!";)

    Ale,ale!zeby wilk byl syty i owca cała:W CO BYLAS UBRANA?;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz mój blog nie miał być z założenia modowy tylko lifestyle'owy. Poza tym długie komentarze świadczą o tym, że ktoś naprawdę czyta to co piszę i chce się do tego odnieść albo wdać się ze mną w polemikę. To jest świetne i bardzo motywujące :) Dlatego zgadzam się z Tobą w 100%. Co do ubrania.... poszłam tam prosto po pracy dlatego nie było jakiegoś szaleństwa tylko biurowa nuda ;)

      Usuń
  2. a ja zazdroszczę, żę widziałaś Jezioro Łabędzie... cudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wanna follow each other on GFC? Maybe on Twitter, Fb or Bloglovin´!

    www.donnaiveh.blogspot.com

    lovely day!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...