niedziela, 24 lutego 2013

Wszyscy mają mambę- mam i ja! Czyli Harper's Bazaar w Polsce.

               W salonach prasowych możemy właśnie zaopatrzyć się w pierwszy polski numer legendarnego magazynu o modzie Harper's Bazaar. Jest to najstarsze pismo tego typu, wydawane nieprzerwanie od 146 lat. W pierwszym numerze przeczytać zresztą możemy fascynującą historię tego magazynu i ludzi, którzy byli z nim związani od początku jego istnienia aż do czasów obecnych. Nazwa jego pochodzi od nazwiska pierwszych właścicieli, którymi byli bracia Harper. Drugi człon, jak czytamy, redaktor naczelna Mary Louise Booth wyjaśniła w pierwszym numerze w następujący sposób:

 Bazar w orientalnym świecie to nie zwykły targ z rybami, mięsem i drobiem, ale miejsce z unikalnymi i kosztownymi jedwabiami, kaszmirami, aksamitem, przyprawami, perfumami oraz szlachetnymi kruszcami i kamieniami - czyli wszystkim, co daje poczucie komfortu duszy i oczom. I chcielibyśmy być też takim pismem.
 


                List od redaktor naczelnej Joanny Góry jest ciepły, wypełniony optymizmem i dumą wynikającą z tego, że Polska stała się 27 edycją magazynu na świecie. Okładkę zdobi buzia naszego narodowego skarbu - Małgosi Beli. 


                 Co do konkretów.... Magazyn kosztuje 11,90 zł. Cena trzeba powiedzieć, że przeciętna jak na 216 stron. To co może zdenerwować, to oczywiście reklamy.... Na pierwszych 100 stronach są na prawie co drugiej! Nie irytowałoby to tak bardzo, gdyby były to tylko reklamy firm odzieżowych, jubilerskich etc., ale reklamy telewizorów, aparatów albo usług operatora sieci komórkowej to, jak dla mnie, lekka przesada. Pismo "takiej klasy i takiej renomy" nie powinno zawierać w środku reklam, które są komercyjnym papierem toaletowym. Przepraszam za porównanie, ale nie mogłam się powstrzymać... Idea jest taka, aby każdy kolejny numer był niemalże kolekcjonerskim egzemplarzem, w którym moda mieszać będzie się ze sztuką. Dzięki temu, kiedy po kilku latach chwyci się go w ręce, nie powinien tracić na swej artystycznej wartości. I tutaj właśnie pojawiły się moje wątpliwości.... 
                To oczywiście moja subiektywna opinia i każdy może się z nią nie zgodzić :) Póki co przymykam na wszystko oko, zobaczę jak będą wyglądały kolejne numery i może zostanę stałą czytelniczką, a dziś... sama nie wiem, kto komu zrobił tło, ja dla pisma, czy ono dla mnie. Wybaczcie.... :P ;)

poniedziałek, 18 lutego 2013

Wrocławski Fashion Shower

        W piątek miałam okazję uczestniczyć w imprezie Fashion Shower zorganizowanej we Wrocławskim klubie Eter. O imprezie dowiedziałam się niemalże w ostatniej chwili, więc nie miałam już czasu na wynegocjowanie z B. żeby mi towarzyszył. Teraz myślę, że może nawet i dobrze, że się tak stało, ponieważ dzięki temu poznałam ciekawe osoby m. in. piękną M., którą pozdrawiam :)
         W programie imprezy były pokazy polskich projektantów przeplecione występami muzycznymi, a także pokaz fryzjerski oraz konkurs stylizacji przeznaczony dla blogerów (bez obaw- nie ujawniłam się ;)). Skupmy się jednak na najważniejszym- czyli na pokazach. Projektant Gavel Grzegórski przygotował kolekcję, z której najbardziej zapamiętałam sukienki. Były to rzeczy uszyte z wykorzystaniem skór i futer. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu. Sama noszę futra ale też skórzane kozaki czy rękawiczki. Denerwuje mnie jak niektórzy o tym zapominają. Oburzają się na widok sierści, ale skórzane buciki to każdy mieć lubi- prawda?:P To i to skóra moje Drogie, więc proszę się nie oszukiwać. Sama VB wychwalana jest za noszenie sztucznych futer, ale już torebki Hermes Birkin ze skóry krokodyla to jakoś jej nikt nie wypomni. Dalej wzdychajmy wszyscy, jaka to ona jest eko! Zboczyłam trochę z tematu :) dodam tylko, że wspomnianą Panią bardzo lubię, denerwują mnie tylko komentarze niektórych ludzi w tym temacie.









             Wracając do Fashion Shower... Bardzo spodobały mi się kapelusze Kamili Fydy. Miały piękne kształty i niektóre z nich były gustownie ozdobione kolcami, za którymi obecnie szaleję :) Nic dodać nic ująć, chętnie zaopatrzyłabym się w kilka modeli, oczywiście w kolorze czarnym bo czerwony niestety do mnie nie przemawia. Tak strasznie mi szkoda, że kapelusz jest obecnie tą częścią garderoby, którą zakłada się dosyć rzadko. Mam więc nadzieję, że dzięki takim ARTYSTKOM jak Pani Kamila, sytuacja ta będzie się powoli zmieniać. 



 
            W dalszej kolejności podobał mi się również bardzo kobiecy i zmysłowy pokaz Le Blakk. Beżowe i czarne koronki, uzupełnione połyskującymi elementami idealnie wpisały się w mój gust. Szkoda, że moje zdjęcia nie oddają tego, jak pięknie wyglądały w rzeczywistości... Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie suknia prowadzącej. Gdy na nią patrzyłam od razu przypomniał mi się cytat Yves Saint Laurent, którym niedawno się z Wami podzieliłam, że najważniejszą rzeczą w sukience, jest kobieta, która ją nosi. 










           Nie można również nie wspomnieć o pokazie naszej wrocławskiej projektantki i blogerki Mia Look. Kolekcją kolorowa, wiosenna, słodka i romantyczna. Sama szykuję się od jakiegoś czasu na taką spódnicę. Oczywiście kolorystycznie nie mogę sobie pozwolić na takie szaleństwo, ale sama forma jak najbardziej nadaje się do wykorzystania na wiele sposobów. 






           Na koniec furorę zrobił pokaz ubrań z lateksu marki Zoa, podczas którego największą uwagę przykuwała jednak wanna z wijącą się w rytm muzyki dziewczyną, której gratuluję opanowania i odwagi :) Całość jednak zupełnie nie moja bajka.






            Wróciłam do domu naprawdę zainspirowana nie tylko tym, co widziałam na scenie, ale przede wszystkim tym, jak wyglądała publiczność :) Dlaczego Was wszystkich nie widać na ulicach?:) Wrocław byłby wtedy naprawdę miejscem IDEALNYM. Swoich zdjęć niestety nie mam, bo jak mówiłam B. został w domu, ale powiem Wam tylko, że przy tym co tam zobaczyłam, czułam się w swoim stroju trochę jak zakonnica ;)
             


sobota, 9 lutego 2013

city life...

               Jakoś udało mi się przetrwać ten zwariowany tydzień. Duuuużo pracy a jeszcze nie czuję się do końca zdrowa. Korzystając z okazji, że temperatura przez parę dni była dodatnia odwiesiłam na chwilę mój puchowy płaszcz i wskoczyłam w poncho :) 













poncho - SH  new look 
kozaki / boots - no name
torebka / bag - river island
skórzane rurki / faux leather pants - promod 
okulary / sunnies- reserved 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...