niedziela, 14 lipca 2019

Kos - wyspa pachnąca morzem i kwiatami



Gdy wybieraliśmy z mężem urlop, to zastanawialiśmy się długo, czy wyspa o wymiarach 50x10 km nie okaże się zbyt mała, jak na dwutygodniowy pobyt. Szczęśliwie postanowiliśmy przekonać się o tym na własnej skórze. 

Opowieść postanowiłam rozpocząć od zapachu. To było coś, co "uderzyło" we mnie od razu po wyjściu z samolotu. Kos pachnie morzem i kwiatami. Zapach jest intensywny i wyrazisty, a co najważniejsze odczuwanie go nie mija po pierwszych chwilach, tylko trwa i trwa… Hotel Kouros Palace, w którym spędziliśmy wakacje, to zespół budynków obrosłych ogrodem uwalniającym kwiatowe zapachy. Egzotyczna roślinność hotelowego ogrodu zachwycała i cieszyła oczy. W naszym klimacie nie widujemy rosnących nad głowami bananów, dlatego takie widoki wzmagały w nas wakacyjne nastroje. 



Obsługa hotelowa od początku zaskakiwała nas swoją uprzejmością. Przyjechaliśmy na miejsce w środku nocy, a w recepcji poinformowano nas, że w pokojowej lodówce znajdziemy coś do przekąszenia. Oprócz tego otrzymaliśmy darmowy voucher do hotelowego SPA, co było miłym zaskoczeniem, ponieważ nigdzie nie było o tym mowy w samej ofercie. Od razu zatroszczono się też o nasze bagaże, a do pokoju zostaliśmy razem z walizkami odwiezieni meleksem. Pokój był bardzo przestronny i nowocześnie urządzony. Nie zabrakło w nim śnieżnobiałych szlafroków, jednorazowych klapek, ręczników plażowych, zestawów kosmetyków oraz sejfu, a wszystko to bez konieczności uiszczania żadnej kaucji czy opłaty. Ba! Znalazło się nawet miejsce na mały przybornik do szycia, gdyby ktoś zapomniał zabrać coś takiego ze sobą. Wszystko to, ktoś mógłby nazwać błahostkami, ale to właśnie dzięki nim człowiek czuje, że jest w miejscu, w którym przywiązuje się wagę do detali, a suma tych detali przekłada się na komfortowy pobyt. 





Hotel Kouros Palace jest obiektem nowym, bo wybudowanym zaledwie w 2014r. Przyszli urlopowicze nie muszą się więc obawiać, że czasy swojej świetności ma za sobą. Widać też, że obiekt jest ciągle rozbudowywany. Do dyspozycji gości są dwa baseny, a przy każdym z nich brodzik dla dzieci. Na terenie obiektu znajduje się też sześć apartamentów z prywatnymi mniejszymi basenami. Z leżakami przy basenach nie mieliśmy żadnych większych problemów - zawsze udało nam się znaleźć coś wolnego. Do należącej do Hotelu plaży wiodła alejka, którą podczas nocnych spacerów oświetlały umiejscowione wzdłuż jej brzegów latarnie. Plaża to połyskujący na złoto drobny piaseczek. Wchodząc do morza trzeba było pokonać około metrowej szerokości pas przyniesionych przez fale kamyczków, za którymi dno było znowu przyjemnie piaszczyste. Dla nas największym plusem była panująca na plaży kameralna atmosfera. Zwłaszcza w porze posiłków spotkać tam można było zaledwie kilka osób. Linia brzegowa Kos jest bardzo różnorodna: od szerokich piaszczystych plaż, po kamieniste klify. Wszystko to komponowało się w idealne tło do zdjęć, które dodatkowo upiększały majaczące na horyzoncie kontury pozostałych wysp Dodekanezu.


Jeżeli chodzi o wyżywienie, to jako wielcy fani ryb, byliśmy bardzo zadowoleni. Jedzenie było smaczne. Oprócz tzw. szwedzkiego stołu, gdzie dania były serwowane w tradycyjnych podgrzewaczach, dodatkowym atutem było stanowisko, przy którym potrawy były przygotowywane na świeżo. I tak podczas śniadania można tam było odnaleźć świeże gofry, naleśniki, a także jajka sadzone i omlety. Natomiast do obiadu i kolacji w tym samym miejscu grillowano różne specjały. Muszę w tym miejscu wspomnieć, że Grecy bardzo lubią potrawy z grilla i nie bez kozery mienią się specjalistami w tej dziedzinie. Oprócz ryb i owoców morza, często serwowano także baraninę i króliki. Bardzo pomocne były umieszczane przy daniach opisy, które poza nazwami zawierały więcej informacji na temat tego, co aktualnie planujemy nałożyć sobie na talerz. Z tradycyjnych greckich potraw często pojawiała się musaka oraz suflaki. Oczywiście nie mogło także zabraknąć miejsca dla oliwek czy też sałatki greckiej, która tam zwana jest "choriatiki salata", czyli dosłownie "sałatka wiejska". Z restauracyjnego tarasu z widokiem na morze codziennie podziwialiśmy malownicze zachody słońca, delektując się przy tym winem. Kelnerzy zarówno w restauracji, jak i w barze byli bardzo grzeczni i rozmowni. Nasi faworyci to Nikos, Spyros i Enea. Niektórzy popisywali się znajomością polskich zwrotów, co ułatwiało komunikację, a także generowało wiele zabawnych sytuacji. Wiem, że byli tacy, którym obsługa akurat nie przypadła do gustu, więc odpowiadam od razu: do relacji międzyludzkich należy podchodzić "karmicznie". Innymi słowy - zapewniam, że każdy uśmiechnięty i życzliwy człowiek, dostanie od Greków taki sam uśmiech i taką samą życzliwość, jaką sam okazał. Proszę mi wierzyć na słowo!


Dużym atutem Hotelu Kouros Palace jest położenie w centralnym punkcie wyspy, co czyni go doskonałą bazą wypadową do zwiedzania. Zaraz obok Hotelu znajdowała się wypożyczalnia samochodów, skuterów, quadów oraz rowerów. Każdy mógł znaleźć pojazd odpowiedni do swoich potrzeb i zasobności portfela. Jeżeli będąc na miejscu, ktoś miałby problem z pomysłami na zorganizowanie sobie czasu, to poniżej trzy propozycje, które sami przetestowaliśmy i które sprawdzą się zarówno w opcji tygodniowego, jak i dwutygodniowego pobytu:
Jeden dzień warto przeznaczyć na rowery. Myślę, że jest to szczególnie atrakcyjna opcja dla osób, które wybierają się na Kos poza szczytowym sezonem, gdy temperatury nie przekraczają 30°C. Wypożyczenie roweru na jeden dzień kosztowało 5 euro od osoby, więc jest to bez wątpienia najtańsza z dostępnych opcji indywidualnego transportu. Na rowerze najlepiej przejechać się do oddalonej o 3,5 km miejscowości Mastichari. Drogi są dwie: jedna główną trasą zgodnie z mapą i druga - promenadą wzdłuż morza. Osobiście polecamy tę drugą opcję, ze względu na o wiele ładniejsze widoki i możliwość zrobienia sobie postoju na plażowanie z dala od wszelkich innych osób. W Mastichari znajduje się piękna, szeroka i piaszczysta plaża, wzdłuż której umiejscowione są przeróżne lokale i tawerny serwujące lokalne wina i owoce morza. Radzimy mieć oczy szeroko otwarte, bo wtedy na pewno nie przegapi się wielkiego napisu przy barze Horizon, który głosi "Zapraszamy na lane piwo z kija". Tak, tak! Po polsku. Właścicielka jest Polką, która od kilkunastu już lat mieszka na wyspie. Po krótkim plażowaniu, można wrócić do Hotelu, albo pojechać do miejscowości Antimachia, oddalonej od Mastchari o ok. 5,5 km, a od Hotelu Kouros Palace o ok. 6,5 km. W Antimachi, której nazwa - jak głosi przewodnik - nie zmieniła się od 3 tys. lat, koniecznie należy zobaczyć ostatni w Grecji czynny młyn wiatrowy - będący jednym z symboli wyspy. Wejście do młyna kosztuje 2 euro od osoby, a w środku przemili właściciele pokazują, w jaki sposób tradycyjnie wyrabia się tam mąkę i częstują swoimi wypiekami. Polecamy zwłaszcza cynamonowe ciasteczka, które można  kupić w prowadzonym przez nich sklepiku. Jeżeli starczy sił, to w drodze powrotnej do Hotelu można odwiedzić ruiny weneckiego zamku w Antimachi. Twierdzy o bardzo ciekawej historii, której murów przez wieki nie pokonały ani armie wrogów, ani siły natury, w postaci nawiedzających w przeszłości te rejony trzęsień ziemi. 



2. Kolejny aktywny dzień najlepiej spędzić w stolicy wyspy - mieście Kos. Do Kos kilka razy w tygodniu odjeżdżał bus prosto z Hotelu. Zapisy na podróż obywały się w recepcji, a koszt to 10 euro za osobę. Wyjazd był rano, a powrót przed kolacją. Miasto Kos jest stolicą i głównym portem wyspy, z którego rozpościera się wspaniały widok na tureckie wybrzeże. Palmowa promenada i zapierające dech statki, budowały prawdziwy nadmorski klimat. Wąskie uliczki z białego marmuru, który przez lata wypolerowało tysiące, a może nawet i miliony stóp, wyglądały bajkowo. Czas proponowałabym poświęcić na zwiedzanie dość dobrze zachowanych ruin twierdzy Joannitów, skąd rozpościera się piękny widok na morze oraz port - idealne miejsce do robienia zdjęć! Następnie kroki pokierować trzeba na plac Platanau, gdzie zobaczyć można ponad 500-letni platan Hipokratesa oraz meczet Gazi Hassan Pasza. W przerwie w spacerowaniu po mieście można zjeść obiad albo napić się kawy w gęsto umiejscowionych restauracjach i kawiarniach, albo też rozejrzeć się po sklepach z pamiątkami. Miasto Kos jest bez wątpienia najlepszym miejscem na wyspie na robienie zakupów. Zwieńczeniem takiej wycieczki powinny być najsłynniejsze wykopaliska archeologiczne na wyspie - Aslepiejon. To położona w cyprysowym gaju świątynia, do której na przestrzeni wieków dobudowany został ośrodek leczniczy. Wstęp na obiekt kosztuje 8 euro od osoby. Zobaczyć tam można położone na zboczach wzgórza cztery tarasy, na których znajdują się pozostałości łaźni, term, arkad oraz kolumn. Wszystko to połączone monumentalnymi schodami. Trud wspinaczki z pewnością wynagrodzi widok, który zobaczyć można po wejściu na najwyżej położony taras. 







3. Najwygodniejszym sposobem na poruszanie się po Kos jest wypożyczenie samochodu. Spoglądając na turystyczną mapę wyspy, szybko można się zorientować, że po każdej stronie Kos znajduje się przynajmniej kilka finezyjnie nazwanych plaż. Tigkaki Beach, Paradise Beach, Kardamena Beach, Limionas Beach, Theologos Beach, Kamari Beach.... Idealną opcją byłoby wypożyczenie auta na dłużej i przeznaczenie po jednym dniu na każdą z nich. Dla tych, którzy jednak nie mają tyle czasu polecamy wybrać się do Zatoki Kefalos na plażę Agios Stefanos Beach - miejsca, które skradło nasze serca. Naprzeciw rozciągającej się łukiem piaszczystej plaży z wody wyłania się niewielka wysepka Kastri, na której znajdują się pozostałości obronnej twierdzy oraz niewielki kościółek w charakterystycznych dla Grecji biało-niebieckich barwach. Łuk plaży zakończony jest skalnym półwyspem z bielącymi się w słońcu kolumnami - ruinami mieszczącej się tu niegdyś bazyliki. Co ciekawe, miejsce to nie jest jakoś formalnie wydzielone od pozostałej części plaży, więc można rozłożyć się z ręcznikiem w dowolnie wybranej części. Woda w zatoce jest ciepła i krystaliczna. Wśród schodzących do morza skał schronienie znalazło wiele morskich stworzonek, do których podglądania wystarczy zwykła maska do pływania z fajką. Widok z plaży ma orientację południowo-wschodnią, stąd po plażowaniu, na zachód słońca polecamy wybrać się na drugą stronę wyspy. Tutaj samochód sprawdzi się niezawodnie, ponieważ nasz plan przewiduje wycieczkę na najwyżej położoną wioskę wyspy o nazwie Zia. Miejscowość ta - choć niewielka - cieszy się dużą popularnością wśród turystów właśnie ze względu na spektakularne zachody słońca. Urokliwe uliczki, w których nabyć można pamiątki i lokalne specjały, prowadzą w górę, aż do niedużego kościółka Agios Georgios, obok którego znajduje się ciekawa dzwonnica. U podnóża budowli mieści się restauracja z tarasem widokowym. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie kolacji w tym malowniczym miejscu, do czego wszystkich także gorąco namawiamy. Jeżeli przyjechaliście na Kos, to właśnie po to, żeby przeżyć chwilę taką jak ta: grecka muzyka, pyszne tradycyjne smaki, ciepły wiatr i widok, który zapisał nam się w pamięci tak wyraźnie, że przywołać go można na każde zawołanie. 





Jak widać, wybór malutkiej wyspy Kos na wakacyjny urlop okazał się dla nas strzałem w dziesiątkę! Wypoczęliśmy, nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami, spotkaliśmy miłych ludzi i poczuliśmy, jak smakuje Grecja. Z okien samolotu odprowadzaliśmy wzrokiem miejsce, które na pewno będziemy długo i miło wspominać.

Pozdrawiam i do następnego!
A.