piątek, 5 kwietnia 2019

DIY... płaszcz w pepitkę


Cztery metry materiału w pepitkę, który udało mi się upolować w tzw. stodole - sklepie z materiałami przy ul. Robotniczej we Wrocławiu, musiały zakończyć się płaszczem. Wiedziałam dokładnie jaki chcę, żeby miał krój. Oczami wyobraźni widziałam już wielki kołnierz w stylu waterfall. Moja krawcowa i jej starsza ode mnie maszyna do szycia, jak zwykle spisały się na medal. Myślę, że płaszcz posłuży mi przez długie lata. 

Uwielbiam ten wzór i uwielbiam całą symbolikę, którą obrósł od czasów legendarnej Gabrielle Chanel. Nie jest ona jednak jego twórczynią. Pojawiał się dużo wcześniej we wschodnich ornamentach ściennych, a w Europie wśród szkockich pasterzy. 

Moda szuka inspiracji praktycznie wszędzie, stąd droga z wiejskiej pasterskiej szafy na światowe wybiegi często jest bardzo prosta i krótka. Tak właśnie było z pepitką, którą Coco na zawsze wpisała do kanonu modowej klasyki. 

Ciągle zbieram się do tego, aby spróbować szyć samodzielnie, a nie tylko tłumaczyć komuś, co widzę w swojej głowie. Było by to wtedy prawdziwe "do it yourself", a nie takie na "pół gwizdka". Ostatecznie szycie nie powinno być trudniejsze, niż renowacja starych mebli, czym przecież zajmuję się w miarę regularnie i to z całkiem zadowalającym skutkiem.

Biorąc pod uwagę moją pracę, rodzinę i wszystkie hobby... doba powinna trwać 72 godziny. Wtedy może udałoby mi się znaleźć czas każdego dnia na wszystko po trochę. 






 








fot. Vlad Krivchenia

Pozdrawiam i do następnego, 
A.