niedziela, 24 sierpnia 2014

Mama knows best... czyli podniebne zakupy

Dzisiaj zakupy w tzw. strefie wolnocłowej umieszczonej na lotniskach właściwie nie budzą żadnych większych emocji. Ceny się bardzo uśredniły, a oprócz tego funkcjonuje coraz więcej zwykłych sklepów zlokalizowanych w centrach handlowych lub w internecie, które oferują markowe produkty w promocyjnych cenach. W związku z tym nie widziałam powodów, żeby na swoje czerwcowe wakacje (będące jednocześnie moją podróżą poślubną) zabierać dodatkowe pieniądze na bezcłowe zakupy. I to był błąd ;) Mój wakacyjny lot obsługiwały linie lotnicze EnterAir, które w trakcie trwania lotu oferują możliwość robienia zakupów produktów z przygotowanego przez nich katalogu. Ceny są baaardzo atrakcyjne i nieporównywalnie niższe niż w normalnym sklepie lub na lotnisku. Jak mówiłam - nie byłam niestety przygotowana na takie dodatkowe wydatki, więc niepocieszona grzecznie odłożyłam katalog na półkę i z zazdrością spoglądałam na zakupy pozostałych pasażerów. Minął miesiąc i szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazało się, że moi rodzice będą wracać ze swoich wakacji tymi samymi liniami! Poinstruowałam więc moją mamuśkę, jakie są nasze cele i tym oto sposobem, na półce zagościła paleta do makijażu Lancôme i serum Estēe Lauder Advanced Night Repair. A wszystko to za połowę ceny drogeryjnej, która dla mnie była sporą barierą.




Cienie kupuję "raz na 100 lat", więc jestem pewna, że paleta długo mi posłuży. Jest to też świetny zestaw podróżny, bo skomponowana jest ze wszystkiego, co potrzebne do zrobienia pełnego makijażu. Co do serum... tyle się nasłuchałam i naczytałam o nim jako produkcie działającym cuda, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko przekonać się na własnej skórze ile z tego jest prawdą, a ile to tylko paplanina osób z przerostem portfela. Tak więc moje drogie, jeżeli będziecie miały okazję podróżować liniami EnterAir, to pamiętajcie żeby przygotować się na podniebne zakupy - żebyście nie musiały, tak jak ja za pierwszym razem - obejść się smakiem ;)

sobota, 23 sierpnia 2014

wtorek, 19 sierpnia 2014

Okulary czy soczewki kontaktowe?

Problemy ze wzrokiem mam odkąd pamiętam. W podstawówce zaczęłam nosić okulary, ale zaraz po jej zakończeniu udało mi się namówić rodziców w inwestowanie w soczewki kontaktowe, które osobiście uważam, że jeden z najlepszych wynalazków ludzkości ;) Soczewki noszę więc już dobre ponad dziesięć lat, właściwie bez większych przerw. Pamiętam, że zrobiłam sobie okulary, gdy szłam na studia, ale nie lubiłam w nich chodzić. Mam "minusy" w związku z czym zawsze w okularach widoczny jest efekt pomniejszonych oczu, który według mnie wygląda okropnie. W miarę jak postępowała moja wada wzroku nie decydowałam się na mocniejsze okulary, a te które miałam z czasem służyły już tylko do tego, żebym się przypadkiem nie wywróciła chodząc po własnym domu ;) Ostatnio jednak moje oczy zaprotestowały i drastycznie odmawiały współpracy z soczewkami. Miałam wrażenie, że mam pod powiekami pustynię. I tak oto, natura zmusiła mnie do wybrania się po nowe okulary. Byłam zdruzgotana. Cały czas marudziłam B. jakie to okulary są straszne i jakie będę mieć malutkie oczka w nich itd... itd... W salonie jednak okazało się, że od czasu kiedy X lat temu kupowałam okulary bardzo wiele się zmieniło- na lepsze :)

Po pierwsze cena. Wydawało mi się, że koszt oprawek i szkieł pozbawi mnie jedzenia przynajmniej na miesiąc. Na miejscu okazało się jednak, że bardzo fajne oprawki można kupić za mniej niż 100 zł. Moje pierwotne założenie było takie, że będę nosić je w domu zaraz po pracy i w weekendy, więc chciałam maksymalnie zminimalizować koszty. Wybór oprawek poszedł mi o dziwo bardzo szybko. Zdecydowałam się na firmę ICON. 


Po badaniu wzroku, które również mogłam wykonać na miejscu, otrzymałam receptę na odpowiedniej mocy szkła. Kolejny raz zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ich ceny, bo wydawało mi się, że skoro zaoszczędziłam na ramkach, to koszt całości podbiją właśnie szkła. Cena szkieł różni się od ich indeksu, który dla mnie - jako prostego człowieka - oznacza po prostu ich grubość. To tutaj właśnie "odkryłam amerykę" i do swoich oprawek wybrałam tzw. szkła "pocienione". Kosztowały trochę drożej niż te z indeksem, który zaleca się przy mojej wadzie, ale zależało mi bardzo na zniwelowaniu efektu pomniejszenia oczu. Wybrałam soczewki sferyczne, chociaż długo zastanawiałam się nad asferycznymi. Te drugie ponoć zupełnie eliminują efekt pomniejszonych oczu i zalecane są przy bardzo dużych wadach, lub przy dużych różnicach pomiędzy wadą na jednym i drugim oku. Ich koszt już jest sporo wyższy od sferycznych szkieł i nawet te "pocienione" wypadają przy nich dużo taniej. Droższa cena to jednak nie wszystko. Przez szkła asferyczne trochę inaczej się patrzy i potrzeba czasu na przyzwyczajenie się. Są niestety i tacy, którzy nie są w stanie przyzwyczaić się do nich w ogóle. Nie wiedziałam więc za bardzo, co zrobić. Jak zawsze w takich sytuacjach zdałam się na opinię ekspedientek - znają się przecież na tym lepiej niż ja - i ostatecznie zdecydowałam się na sferyczne szkła. Efekt hmm... po odjęciu od całkowitego kosztu oprawek i szkieł ceny badania okulistycznego (bo taką promocję ma sklep, w którym zamawiałam okulary twojesoczewki ) całość wyszła 186 zł. Coś pięknego! A byłoby jeszcze taniej, gdybym wzięła standardowe szkła. Nie mogłam się nadziwić, że w cenie jednej pary butów można kupić całkiem niezłe okulary korekcyjne. Oczywiście efekt pomniejszonych oczu jest, ale muszę przyznać, że jest on i tak mniej widoczny niż w okularach, które kupowałam przed laty i których szkła mają o połowę mniejszą moc od tych obecnych. Zadowolona jestem na tyle, że nawet kilka razy ubrałam je już do pracy ;) Z soczewek kontaktowych oczywiście nie mam zamiaru rezygnować, ale dla zdrowia moich oczu muszę częściej zakładać okulary. Przerzuciłam się jednak na soczewki jednodniowe. Miesięczny koszt nieco wyższy, ale widzę, że moje oczy dużo lepiej je znoszą. Post z okularami na nosie, obiecuję już wkrótce :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...