niedziela, 17 kwietnia 2016

Wejście do Morii...



Witam Was słonecznie, wiosennie i po dłuższej - nieplanowanej - przerwie. Dużo kawy, dużo pracy, dużo nauki, dużo emocji... Niby wszystko to uwielbiam, ale w pewnym momencie miałam ochotę zwinąć się w kłębek i czekać na lepsze czasy. Powoli wracam do żywych i usiłuje wykrzesać więcej czasu dla siebie. 

Spacerując po Wrocławiu natrafiliśmy z B. na piękne drewniane drzwi z czerwonymi okuciami o wyglądzie przypominającym tolkienowskie wejście do Morii. Nie mogłam sobie odmówić zdjęć na takim świetnym tle. Patrząc na te ciemne kompozycje uświadamiam sobie, że czekam też niecierpliwie aż ze wzrostem temperatur ożywi się kolorystyka moich ubrań. 



 

shoes & jacket - zara
bag - guess
watch & trousers - calvin klein
sunnies - reserved




Pozdrawiam i do następnego!
A.

wtorek, 23 lutego 2016

Naklejki ścienne od tenstickers.pl

Cześć!
Dzisiaj słów kilka o naklejkach ściennych. Od dawna chodził za mną pomysł na tego typu dekorację, ale ciągle nie miałam pomysłu, w którym konkretnie miejscu miałabym ją umieścić i co najważniejsze - co miałaby ona przedstawiać. Bardzo podobają mi się naklejki z napisami (tym bardziej, że można je dowolnie spersonalizować i zaprojektować zgodnie z własnym pomysłem), jednak nie mogłam dojść do porozumienia z B., jakiż to cytat bądź fragment tekstu miałby wejść na stałe do naszej codziennej przestrzeni... I tak - przez długi czas - pozwoliłam sobie odwlekać ten pomysł, aż w końcu moje ścieżki skrzyżowały się z firmą tenstickers.pl

Przyznam się, że przejrzenie całej oferty zajęło mi chwilę. Na szczęście na ich stronie filtry wyszukiwania skomponowała jakaś "mądra głowa", więc mogłam łatwo wyselekcjonować to, co mnie interesuje najbardziej i tym samym wyeliminować produkty, które obecnie mnie nie dotyczą np. naklejki dla dzieci. Chociaż - mówiąc w tajemnicy - nawet tam zajrzałam z ciekawości i trochę mnie wzięło na wspominki... kiedy byłam mała, wyklejałam ścianę pokoju postaciami z bajek, które wycinałam z jakiś gazet dla dzieci (których nawiasem mówiąc nie było zbyt wiele). A teraz? Teraz można zamówić naklejkę lub fototapetę, fundując dziecku jego ulubioną postać w wymiarach zajmujących całą ścianę. Rewelacja! Ale wracając do moich wyborów...

Najbardziej podobały mi się naklejki mapy i miasta. Ostatecznie wybór podyktowany był w dużej mierze NIETYPOWYM MIEJSCEM, które sobie wybrałam. Jak widzicie poprzeczka była postawiona wysoko. Co zrobić żeby urozmaicić przedpokój i zabezpieczyć ścianę tuż nad ławką? Dodajmy jeszcze do tego, że naklejka miała się łamać i przechodzić również na boczną ścianę. Kombinowałam... mierzyłam.... i w końcu połączyłam wszystko, co chciałam. Funkcjonalność, ładny wygląd, wzór - odpowiedni do nietypowego układu pomieszczenia i co najważniejsze - sensowność. Czym jest dla mnie "sensowność" mojej naklejki? Tym, że w korytarzu, położonym w mieszkaniu, położonym w budynku, położonym przy ulicy, położonej w mieście o nazwie Wrocław - zagościła na stałe panorama Wrocławia, w którym jest zakochana od wielu lat :) 

Nie jest to już więc zwykła naklejka. Nie jest to też wzór, który akurat jest trendy. Jest to coś, co w jakiś sposób zawsze będzie mieć dla mnie sens. Zachęcam Was do takich wyborów. Jesteście fankami Paryża? Niech to będzie panorama z wieżą Eiffla. Lubicie samochody? Wybierzcie naklejkę ze swoim wymarzonym. Zaczytujecie się w Tolkienie? Na Waszej ścianie z pewnością świetnie będzie prezentował się tekst z "pierścienia władzy". A może macie własne ulubione zdjęcie? Jeśli Wasze naklejki będą dla Was nośnikiem jakiś pozytywnych emocji... wspomnień... to nie musicie się martwić o to, że szybko Wam się znudzą. Taki zakup, na pewno będzie strzałem w dziesiątkę.

Paczka przyszła ekspresowo. Wraz z naklejką otrzymujecie próbkę tworzywa, z którego wykonana jest naklejka oraz instrukcję obsługi. Przyznam się szczerze, że miałam wielkie obawy, czy poradzę sobie z umieszczeniem naklejki na ścianie i czy na powierzchni naklejki nie zrobią się przez moją nieporadność pęcherze z powietrzem. Mimo tych obaw, nie byłam dość cierpliwa, żeby poczekać na pomoc B. i postanowiłam zabrać się za to sama... Zaczęło się w porządku, ale oczywiście już po chwili tego żałowałam, bo zaczęło mi brakować rąk. Karciłam się w myślach kilkukrotnie, no ale jak już się coś zaczęło, to trzeba teraz dokończyć. Po paru próbach w końcu udało mi się przykleić całość.

Nie zdzierałam jeszcze wierzchniej warstwy ochronnej, ale pod palcami już czułam miejsca z powietrzem, które mnie bardzo niepokoiły. Producent zapewniał, że proces naklejania jest prosty i że po wygładzeniu naklejki nie będzie żadnych pęcherzyków powietrza. Niepewnie... powoli.... zaczęłam gładzić naklejkę, dociskając ją do ściany, a następnie przystąpiłam do usuwania ochronnej warstwy papieru. Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że wszystko jest idealnie. Naklejka wyglądała świetnie i od razu widać, że jest porządnie wykonana. Sukces z pewnością nie był zasługą moich zdolności w głaskaniu ściany, tylko sekret tkwi w naklejce... Ale i tak mogłam chodzić dumna przed nosem B., że poradziłam sobie sama z tym "arcytrudnym" zadaniem. 


Mam nadzieję, że efekt Wam się podoba, a gdyby ktoś z Was był zainteresowany naklejkami na ścianę, to szczerze polecam naklejki tej firmy!

Pozdrawiam i do następnego!
A.

wtorek, 16 lutego 2016

Douglas'owe malowanie

Ja: Dzień dobry, chciałabym się u Państwa pomalować.
Pani (po dłużnej chwili i z pełnym niezrozumieniem): To znaczy... chce Pani makijaż?

....

Korzystam z usług perfumerii Douglas już jakiś czas i za każdym razem - w ramach eksperymentu - zadaję to samo pytanie. Eksperyment to tak naprawdę studium jednego przypadku, bo akurat zawsze trafiam na tą samą Panią, na dodatek - kierowniczkę sklepu, która po tak zadanym pytaniu, zawsze patrzy na mnie tak, jakbym mówiła po chińsku. Kiedy już zmierzy człowieka z góry do dołu i z miną pełną politowania zapyta o ten "makijaż", to przysięgam Wam, że jestem wówczas u skraju wytrzymałości przed wybuchnięciem śmiechem. No tak... to takie faux pas użyć słowa "malowanie" zamiast "makijaż". Malować można pokój, a nie twarz.... TRUE. Zastanawiam się tylko jeszcze nad czasownikiem i wychodzi mi na to, że osoba wykonująca makijaż - "makijażuje" mnie, a nie "maluje". Że nie pasuje? No przecież konsekwencja musi być. 

Ale ja nie o tym... bo ostatecznie zaliczam się bezwzględnie do grona tych bardzo zadowolonych klientek, a powyższa sytuacja po prostu mnie bawi. Od czasu, kiedy na mojej drodze stanęła Aleksandra Kaj, postanowiłam sobie, że na każde większe wyjście będę korzystać z usług makijażystki. Wielki talent Oli sprawił, że niestety jest teraz bardzo zajętą osobą, więc nie zawsze udaje mi się wstrzelić w jej grafik, tym bardziej, że często zapisuję się w ostatniej chwili. Znalazłam więc doskonałe rozwiązanie, które w swojej ofercie ma perfumeria Douglas. 


W każdym sklepie Douglas można umówić się na makijaż. Usługa kosztuje około 80 zł. Korzyść polega na tym, że albo płaci się za usługę, albo kupuje w granicach tej ceny lub wyżej dwa produkty z oferty sklepu. Bardzo opłacalne rozwiązanie. Skoro profesjonalna makijażystka i tak skasuje około 100 zł, to lepiej cieszyć się makijażu a dodatkowo móc kupić sobie np. jakiś kosmetyk. 

Specjalnie napisałam "profesjonalna makijażystka"... niestety miałam już okazję natknąć się na osoby, które przygodę z pędzlem w dłoni powinny zakończyć na etapie farbek plakatowych w podstawówce. Ani profesjonalizmu, ani profesjonalnych kosmetyków... a cena taka sama - a jakże! Makijaż ślubny, makijaż wieczorowy... w serwisach ogłoszeniowych aż roi się od "profesjonalistek", które cenią się bardzo wysoko. Z tego miejsca raz jeszcze polecam Wam Olę Kaj. Jeżeli jesteście z Wrocławia lub okolic i chcecie trafić do kogoś, kto naprawdę zna się na rzeczy, to jest to osoba, której szukacie. 

Wracając do Douglas'a.... to co niewątpliwie łączy profesjonalną makijażystkę oraz perfumerię Douglas, to dostęp do dobrych kosmetyków. O to nie musicie się martwić, ponieważ każdy element waszego makijażu zostanie wykonany przy użyciu sprawdzonych kosmetycznych marek. Dodam jeszcze tylko (bo samą mnie to bardzo interesowało), że wszystkie narzędzia, przy pomocy których wykonywany jest makijaż są dezynfekowane specjalnym płynem, a jeśli chcecie możecie zabrać ze sobą własne pędzle. Na koniec, to co najprzyjemniejsze, czyli zakupy. Ostatnie dwa wyjścia uczyniły ze mnie posiadaczkę kosmetyków ze zdjęcia. Wiadomo, że ceny są tam wyższe niż np. w perfumeriach internetowych, więc zniżka w postaci ceny makijażu nie każdego będzie satysfakcjonować. Jednak nie zawsze jest łatwo wybrać coś na odległość, bez wypróbowania. Szczególnie jeżeli chce się coś kupić pierwszy raz. Jeżeli więc będziecie chciały lub musiały skorzystać z przybytku typu Douglas, to polecam wybrać sobie okazję i połączyć zakupy z makijażem. 

Pozdrawiam i do następnego!
A.

środa, 10 lutego 2016

DIY... srebrne literki na lodówkę

 
Dzisiaj, krótka historyjka obrazkowa o tym, jak z plastikowych literek (magnesów) na lodówkę, zrobić elegancki dodatek do domu. 

Pomysł podpatrzony w internetach i banalnie prosty w realizacji. Literki znajdziecie w każdym sklepie z zabawkami. Ja za swoje zapłaciłam 10 zł.  Co do koloru... to już wedle Waszych upodobań. Polecam kontrastowy do koloru lodówki.

Prawda, że banalnie proste? :)
Pozdrawiam i do następnego!
A.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...